Historie wymyślone z punktu widzenia żołnierza

Temat edytowany przez piotrkacz - 11 marca, 10:17

Avatar piotrkacz
Nie wiem czy ten temat się nadaje, ale chcę zapytać co sądzicie o krótkim opowiadaniu jakie napisałem, kończy się smutno, dlatego nie wiem czy się nadaje na tą stronę:

Podczas walk z Persami, pod wodzą Aleksandra, służyłem jako falangita. Przechodziliśmy przez Azję Mniejszą. Byłem uzbrojony dość lekko w porównaniu z oddziałami bezpośrednio pod wodzą Aleksandra. Posiadałem tylko sarisę i tarczę. Na głowie miałem hełm a ubrany byłem jedynie w lekką skórzaną zbroję.
W centrum Bitynii zatrzymaliśmy się na noc. Każda syntagma obozowała oddzielnie, w końcu 256 ludzi zajmuje trochę miejsca. Zatrzymaliśmy się na płaskowyżu, okrążonym przez bujny zielony las, w którym było słychać wiele różnej zwierzyny. W taborze znajdowała się nasza żywność, gdy zatrzymaliśmy się, wszyscy zmęczeni wędrówką rzucili się na należące do nas wozy. Po pobudce w oddali zauważyliśmy perską armię, więc zaraz zaczęliśmy się ustawiać w formację bojową. Nasza armia składała się z blisko 10000 falangitów, 5000 żołnierzy miotających i 2000 konnych, dowodzonych bezpośrednio przez Aleksandra. Oprócz tych głównych sił, uczestniczyły jeszcze mniejsze oddziały hoplitów zrekrutowane w Grecji. Ustawiony zostałem w 4 rzędzie 1 kolumny naszej syntagmy, a syntagma była na lewej flance. Po lewej miałem oddział najemny z Tracji który miał chronić nasze lewe skrzydło.
Nagle zauważyliśmy jak jedzie perska lekka kawaleria, poleciały strzały z za naszych pleców. Kawaleria nagle skręca w prawo (nasze lewo), jest już na naszym skrzydle. Szarżuje na Traków, a oni wpadają w rozsypkę, cała moja kolumna obraca się i teraz jestem w pierwszym szeregu naprzeciw jazdy perskiej, pochylamy sarisy. Pierwsze rzędy kawalerii nie nadążają zawrócić, są wepchnięte prosto na nasze sarisy. W tym momencie przybiegają oddziały najemne z Grecji. Persowie są w potrzasku, z jednej strony naciskani przez Greków, z drugiej my zaczęliśmy poruszać się w ich stronę. Ich atak zakończył się śmiercią wszystkich szarżujących.
Po rozprawieniu się z kawaleria perską , otrzymaliśmy rozkaz aby nasze taxis stworzyło coś na kształt litery “L” z główną linią i zaczęło poruszać się w stronę centrum. Zauważyłem, że przeciwległe taxis zaczęła robić to samo. W centrum było widać wielu nieśmiertelnych próbujących przebić się przez nasze szyki, a za nimi łuczników strzelających w główną linię. Poruszaliśmy się nieprzerwanie w stronę zgrupowanych nieśmiertelnych, łucznicy zdołali uciec, lecz nasza kawaleria ich wybiła. Gdy między atakującymi taxis było nie więcej jak 10 metrów odstępu, między nami były już same trupy. Rozkazano wrócić nam jak najszybiej na pozycję początkową. Lecz nagle zauważyliśmy wielkie zwierzęta.
- Słonie! – rozległ się wokół krzyk z tysięcy gardeł
Dowódca naszego taxis zrozumiał, że nie zdążymy wrócić. Zanim obróciliśmy się w stronę nadciągającego zagrożenia zauważyłem ludzi z pochodniami biegających między łucznikami, zrozumiałem, że będą używać podpalonych strzał.
Ustawiliśmy się w linii nacierało na nas 5 słoni. Nasze sarisy pod ich naporem popękały nasze taxis poszło w rozsypkę. Wtedy łucznicy strzelili po raz pierwszy, słonie wpadły w szał. Ostatnią rzeczą jaką widziałem była spadająca na mnie noga słonia i zginąłem.


Jak chciało się wam przeczytać, napiszcie co sądzicie
dodam jeszcze wytłumaczenie kilku pojęć:
syntagma-najmniejszy oddział falangitów w starożytnej Macedonii liczył 256 żołnierzy
sarisa-długa pika, długość różniła się zależnie od okresu, mogła mieć nawet 6 metrów długości
taxis-chyba kilka syntagm (tak zrozumiałem z rysunku na wikipedii)

Avatar Zacmiony
Moderator
Dużo opowiadań tutejszych jest smutne więc się nadaje

Avatar Jejak4627
Według mnie jest bardzo fajne

Avatar piotrkacz
Myślę jeszcze, żeby w przyszłości opisać z punktu widzenia legionisty

Avatar Jejak4627
Mógłbyś to zrobić i tu wrzucić

Avatar piotrkacz
no właśnie tak myślę, ale jeszcze nie zacząłem pisać

Avatar Jejak4627
No to możemy poczekać :D

Avatar piotrkacz
Obiecane przez mnie z punktu widzenia legionisty, ale najpierw kilka koniecznych pojęć:
onager-machina oblężnicza (coś na kształt katapulty)
hastati-najmłodsi żołnierze w legionie
triari-najstarsi żołnierze w legionie
principes-pomiędzy triari i hastati
leves-rzymscy oszczepnicy
Centuria-oddział liczący 60 hastati lub principes lub 30 triari
Gladius-miecz obosieczny używany przez legionistów
Pila-oszczep którym posługiwali się legioniści
Scutum-charakterystyczna rzymska tarcza


a teraz opowiadanie:
Służyłem w legionie pod znakiem wilka. Walczyliśmy w Galii pod wodzą Juliusza Cezara. Drogi przez które przechodziliśmy byłe opustoszałe, a naokoło były tylko bujne lasy, mógłby okryć się tam cały oddział wroga, a byśmy nawet go nie zauważyli. Było nas 10 centuri hastati, 3 centurie principes i 1 centuria triarii, oprócz głownych sił szły z nami oddziały pomocnicze liczące około 500 leves i 100 nagich wojowników zrekrutowanych z plemion które mijaliśmy, a nie były zbyt wrogo nastawione, a w za sowitą opłatą nawet chętne do współpracy. A dowódca był w jedynym naszy oddziale kwalerii liczącym 30 konnych.
Po 6 godzinnym marszu dotarliśmy do pierwszej wioski jaką widzieliśmy od rana. Lecz jej widok nas zdziwił, nikogo w niej nie było, tak nam się przynajmniej zdawało przez panującą wokoło ciszę i bezruch. W centrum wioski zauważyliśmy obszerny plac, z miejscem na ognisko, a nieopodal ogniska znajdował się dom zebrań (wnioskowałem to po tym, że był to największy budynek w całej wiosce). Dom zebrań został zajęty przez oddział dowódcy i triarii – ze względu na ich rangę powinni zająć najlepsze miejsce. Principes rozłożyli namioty okrążając dom zebrań, my (hastati) natomiast rozłożyliśmy skóry, które służyły nam za posłania, wokół principes. Leves i tubylcy zajęli pomniejsze domy, lecz i tak wiele pozostało wolnych, widocznie to nie była jakaś mała wioska, lecz całe miasto. Wolne domy były głównie na krańcach wioski. Przez noc 1 centuria hastati miała stać na straży rodzielona na każdą bramę prowadzącą, a były 3, więc 20 żołnierzy pilnowało każdej. Każdy ze strażników był w pełnym uzbrojeniu, tzn. scutum, dwie pile i gladius. Centuria do której należałem miała wartę jako pierwsza. Podczas nasze warty nic się nie działo, lecz podczas zmiany usłyszałem odgłosy walki dobiegające z tyłu, byliśmy gdzieś w połowie drogi między bramą a centrum obozowiska, za 100 metrów bylibyśmy już między swiomi. Zostałem wysłany aby obudzić naszą armię. Pozostała część mojego oddziału ustawiła się tak, że zupełnie blokowała główną drogę. Ustawili tak równą ścianę z tarcz, że niektózi architekci mogliby żałować, że nie potrafią takiej postawić. Nie zdążyłem przebiec nawet połowy drogi, a wyskoczyłe na mnie jeden z nagich mieczy, ku przerażeniu poznałem go, to był jeden z tych których zrekrutowaliśmy.
Zamachnął się mieczem, odparowałem cios tarczą, w ręce miałem pilę, nie miałem czasu wyciągnąć miecza, uderzyłem go tarczą w twarz i wbiłem mu oszczep trafiając w szyję, krew polała się naokoło. Wyrwałem oszczep z nieruchomego ciała i z jeszcze większym pośpiechem popędziłem do obozu. Po około minucie byłem już w obozie i budziłem wszystkich co mijałem. Po około 5 minutach wszyscy hastati zostali obudzeni przez krzyki, jeszcze pobiegłem do domu zebrań aby obudzić wodza. Rozkazał ustawić po 1 centurii na każdej drodze prowadzącej do bramy, reszta miała ustawić się w czworoboki. Po 10 minutach zauważyłem wycofujących się żołnierzy z mojej centurii zostało nas około 40, ustawiliśmy się według rozkazu. Słysząc krzyki przybyli również leves, którzy ustawili się w większości za hastati broniącymi drogi, lecz reszta dostała rozkaz aby ustawić się w środku czworoboków. Po kolejnych 5 minutach oczekiwania i nie pojawiających się wrogach, zauważyliśmy uciekające niedobitki, tych co mieli mieć teraz wartę.
Byliśmy okropnie zmęczeni, czekaliśmy w takim ustawieniu około 2 godzin, aż w końcu przybyli wrogowie. Biegli nadzy prosto na nasze oddziały. Hastati wyrzucili pile dalekie, a następnie pile bliskie, mocno przerzedzając szeregi wroga. Natychmiast po wyrzuceniu swoich oszczepów hastati zwarli szyk i ustawili się murem. Teraz oszczepy poleciały w ich stronę, większość wbiła się w tarcze, lecz kilka trafiło w cel, od razu nastąpiło przesunięcie się, uzupełniające ścianę. Leves cały czas rzucali swoimi oszczepami. Galowie w końcu wpadli w rozsypkę i zaczęli uciekać.
Wtedy nastąpiła rzecz niesłychana, okropna wręcz. Zauważyliśmy płonący pocisk rozdzierający niebo lecący prosto na jedną centurię principes. Prawie nikt z nich nie przeżył. Zrozumieliśmy - wróg ma onagery. Wódz stwierdził, że nie ma co zostawać w miejscu, jest to zbyt niebezpieczne.
- Żółw! – usłyszeliśmy jego rozkaz
W ciągu może 10 sekund byliśmy ustawieni w odpowiedni szyk. Centuria które blokowała drogę rozsunęła się przepuszczając nas, po przejściu przez utworzone przez nich przejście, rozszerzyliśmy szyki, aby zająć całą ulicę. Tamci ustawili się za nami przedłużając naszego “żółwia”. U bramy zauważyliśmy zwarty szyk barbarzyńców, oni również nas zauważyli, bo w naszą stronę poleciały oszczepy, strzały i kamienie z proc. Nie narobili nam za wiele szkód, szliśmy niezmordowanie dalej. Dotarliśmy w pobliże linii wroga (jakieś 15 metrów od nich byliśmy) leves idący za nami, dostali od strzał i kamieni, ale już zaczęli rzucać we wrogów oszczepami. My również wyjęliśmy oszczeby i zaczeliśmy biec w stronę wroga, nie trzymając już szyku, w odległości 10 metrów rzuciliśmy nasze pierwsze pile (ci co jeszcze je mieli, czyli nie bronili ulicy tylko stali w czworoboku), w odległości 5 metrów rzuciliśmy drugie, tak przerzedzając ich szyki dotarliśmy do nich.
Jeden z wrogów na mnie skoczył, przerzuciłem go tarczą do tyłu, mój kolega za mną go dobił. Przebijaliśmy się dalej, skoczył na mnie drugi lecz nabił się na wystawiony przeze mnie miecz. Zauważyłem onager, krzykiem oznajmiłem reszcie o znalezisku. Skupiliśmy się aby przebić się do niego, kiedy do niego dotarliśmy, walczyliśmy już z obrońcami onagera dotarli do nas hastati którzy przebili sie przez pozostałe bramy. Onager został przejęty, a wróg albo był martwy, albo uciekał.
Po przeliczeniu strat okazało się, że zostało nas 6 centurii hastatich, 2 centurie principes i około 10 ludzi z większości poległej, natomiast trarii i eskorta wodza nie odniosła żadnych strat. Pozostało nam około 300 leves. Wódz stwierdził, że trzeba powrócić do Italii aby uzupełnić oddziały.

Avatar Jejak4627
No według mnie bardzo fajne

Avatar piotrkacz
Jejak4627 pisze:
No według mnie bardzo fajne

dzięki

Avatar Panzwierz
Ja bym powiedział 7/10 pog ale nie arcydzieło.

Avatar piotrkacz
tak mniej więcej wygląda "żółw", dla tych którzy mogli się nie domyślićZdjęcie użytkownika piotrkacz w temacie Historie wymyślone z punktu widzenia żołnierza

Avatar piotrkacz
Panzwierz pisze:
Ja bym powiedział 7/10 pog ale nie arcydzieło.

również dzięki, za uczciwą ocenę

Avatar Tajnyifajny
piotrkacz pisze:
tak mniej więcej wygląda "żółw", dla tych którzy mogli się nie domyślićZdjęcie użytkownika Tajnyifajny w temacie Historie wymyślone z punktu widzenia żołnierza


Nie wiem skąd
Ale wiedziałem co to żółe
Chyba z asterixa i obeliksa

Avatar piotrkacz
Tajnyifajny pisze:
Nie wiem skąd
Ale wiedziałem co to żółe
Chyba z asterixa i obeliksa

No tak, bo tam z zasady legiony były ustawione w żółwia

Avatar Zacmiony
Moderator
Jejak4627 pisze:
No według mnie bardzo fajne

No niezłe

Avatar mkiuytfdsxcvbnk
Moderator
Ano, złe nie jest
Tylko czytać się nie chce, długie

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Alfa7
Właściciel: Alfa7
Grupa posiada 62001 postów, 410 tematów i 110 członków

Opcje grupy Liga jejowyc...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Liga jejowych pisarzy wattpadowych