Insulaes

Avatar Chevalier22
Właściciel
Wyspa owiana grozą i tajemnicą, wieloma mitami i legendami o domniemanych skarbach strzeżonych przez dawny garnizon potężnej fortecy. Wyspa jest górzysta i otoczona wieloma klifami. Mimo to, przez cały rok wody w pobliżu wyspy zdają się być zadziwiająco spokojne i niegroźne. Problemem może być za to gęsta mgła okalająca wyspę i wdzierająca się przez kraty i dziury w ścianach do zamczyska. Samo zamczysko zbudowane jest z dwóch części - Niskiej, w której to znajduje się wejście do fortecy, oraz Wysokiej - właściwej, o wiele lepiej widocznej z morza, niezasłanianej przez rosnące na skalistym gruncie zadziwiająco wysokie drzewa, odżywione przez lata magiczną energią wyspy i zmarłych na niej magów. Obydwa skrzydła fortecy łączy długi, wysoki most z kilkoma strażnicami. To on rzuca się najbardziej w oczy. Nie z racji na swoją konstrukcję, z racji iż jest w połowie zasłaniany przez drzewa, niezależnie od położenia obserwującego, jednak z faktu, iż to na nim zdaje się znajdować epicentrum mgły. Na całej długości mostu spoczywa jedna, wielka, biała chmura. Zamek wygląda na opustoszały, jednak nie przeszkadza to poszukiwaczom skarbów odwiedzenia owianej wieloma legendami czterystuletniej warowni. Czy zamek na Insulaes naprawdę skrywa skarby, o których mówią te wszystkie historie..?

Avatar Chevalier22
Właściciel
Wasze PM i PE zostały odnowione.

Gdyby nie ledwo słyszalny dla ucha dźwięk płonącego ognia, możliwe, że do tej pory nieprzytomni, niewyschnięci od morskiej toni poszukiwacze przygód byliby pewni, że zostali pochłonięci przez potężną falę. Clifford ocknął się jako pierwszy, rozglądając się po brzegu. Nigdzie nie było śladów szkarłatnej łodzi kontrolowanej przez szermierza w brązowym płaszczu. Nigdzie nie było również śladów ów wojownika. Brakowało również pięściarza w grubym, puchatym futrze, a także ciał dwóch skrytobójców. Czyżby nie mieli tyle szczęścia, co reszta? - Pokój ich duszom. - Clifford zmrużył oczy, wpatrując się w morze, mniej więcej w stronę portu Acies. Z daleka widoczna była jedna, malutka iskierka tuż obok miasta. To potężna latarnia morska wskazująca drogę okrętom. Wysoko nad głowami poszukiwaczy przygód świeciły gwiazdy, a także księżyc, który teraz wrócił do normalności. Czyżby to jego sprawka? A może wyspa wyczuła niebezpieczeństwo i sama próbowała się obronić? Można było snuć domysły. Clifford raz jeszcze rozejrzał się po brzegu. Na nim to ułożonych było kilka nieprzytomnych ciał. Możliwe, że minęła zaledwie godzina, możliwe, że dwie godziny, ale wszyscy z nich mogli spać też cały dzień lub więcej. W ostatnim wypadku, wszyscy powinni być już w miarę wypoczęci, po tym co stało się na morzu. Powoli każdy z poszukiwaczy przygód zaczynał odzyskiwać przytomność. Clifford siedział na kamieniu tuż obok potężnych, krętych schodów. Była to niezwykle długa droga prowadząca do wejścia do warowni, znajdująca się po przeciwnej stronie wyspy, a otaczająca skaliste wzniesienie trzy lub nawet pięć razy. Tuż za nim znajdowała się jedna, wysoka, rzeźbiona kamienna figura przedstawiająca mężczyznę w todze trzymającego na swych barkach potężny znicz. Po lewej stronie schodów znajdowała się identyczna figura. Ogień oświetlał okolicę. Paladyn akurat przecierał, lub nacierał miecz ściereczką nasączoną jakimś specyfikiem. Czekał na to, aż jego towarzysze w pełni się ockną.

Avatar pan_hejter
Metheus
Metheus zaczął powoli odzyskiwać przytomność, gdy tylko złapał oddech i zaczął co kolwiek kojarzyć zaklął pod nosem, jak nie wypadałoby komuś o jego wyglądzie. Szybko zauważył paladyna siedzącego nieopodal i szukając swoich rzeczy i omijając z lekkim rozbawieniem nieprzytomnych towarzyszy, sprawdzał względnie swój stan. Przy okazji zwrócił się do Clifforda - Często zdarza się tu taki syf? - Przeszukał plażę za swoim ekwipunkiem i przysiadł obok paladyna, sprawdzając zawartość wszystkich toreb, pasów itp. Siedząc obok mężczyzny zagadał - Spodziewałem się nieprzyjemnych rzeczy po tej wyspie, ale próba podtopienia? - Prychnął - Zaczyna się z rozmachem. - Uśmiechnął się krzywo, zadowolony z kolejnego żartu w niewłaściwym na takie momencie.

Avatar wiewiur500kuba
Lissandra po odzyskaniu przytomności leżała jeszcze dłuższą chwilę na plaży. Była bardzo przerażona, pierwszy raz w życiu, spotkało ją coś takiego. Cała się trzęsła na ziemi, próbując zebrać się w sobie, by wstać z ziemi i zrobić cokolwiek. Kiedy w końcu się uspokoiła, nieśmiało powstała z plaży i rozglądnęła się przerażona, że będzie tu sama. Na całe szczęście tak się nie stało i trochę się uspokoiła. Przynajmniej są ludzie, bardziej doświadczeni od niej, co już można uznać za jakiś pozytyw tej sytuacji. Teraz tylko pozostaje zebranie jej rzeczy z plaży. W jej r*chach widać było, że dalej była lekko przerażona i niepewna.

Avatar Angel_Kubixarius
'Czy to... koniec ze mną ? Nie! To nie może być koniec, nie straciłam jeszcze czucia, ie trafiłam w zaświaty... coś jest nie tak. Co to w ogóle było ? To za pewne magia, tylko pytanie kto był ma tyle potężny by to zrobić. Nawet moja matka nie tkała aż tak wielkich fal... to przerażające. Czekaj, o ja walę ale mnie plecy bolą... ehh to chyba już czas aby spróbować otworzyć oczy. '
Taki dialog wewnętrzny przez ten czas towarzyszył Ai, kiedy to w końcu odzyskała pełnię czucia i wypluwszy wodę nabraną w usta otworzyła oczy, po chwili skierowała się brzuchem i klatką piersiową do ziemi i na czworaka kaszlała starając się pozbyć tej części wody, która była nieco dalej niż w ustach, a która ewidentnie dawała się we znaki. W końcu kiedy jej się udało odetchnęła z ulgą i rozglądała się wokół.
- Czy to już Insulaes ?
Zadała pytanie retoryczne.

Avatar Rafael_Rexwent
Ravr
Może jednak księżyc naprawdę chciał spuścić im wpierdy? Albo może zadziałał mechanizm obronny wyspy? Nic nie może postawić na niej stopy, dlatego wszelkie jednostki morskie są zatapiane. Ogółem nieciekawa sytuacja.
Splunął usuwając z ust mieszaninę piasku z morską wodą, a następnie podjął wysiłek mający na celu przywrócenie go do standardowej dla człowieka pozycji wyprostowanej stojącej. Gdy już się to udało to postanowił na szybko upewnić się czy nic nie zginęło na czele z włócznią. Oraz rzecz jasna czy jego kompan daje oznaki życia.
Gdyby do tej pory wszystko przebiegało sprawnie to zdecydował się podejść do wciąż zbierających się z ziemi kompanów (z wyłączeniem ciężkozbrojnego, bo tutaj nic by nie pomógł) począwszy od Kapłanki Błyskawic, aby pomóc im wstać.
- Linie morskie Acies Cruise dziękują za wspólną podróż ku celu. Port docelowy został najwyraźniej osiągnięty. - Wysilił się na drętwą odpowiedź na pytanie Ai nie kontaktując jeszcze na tyle dobrze, by wyczuć, że to pytanie retoryczne.

Avatar Angel_Kubixarius
- Masz przynajmniej po za dobrym wychowaniem poczucie humoru... dobrze, będzie przyjemniej ginąć z uśmiechem na ustach.
Odpowiedziała na żart Ravr'a po czym dokładnie przemacała odpowiednie miejsca czyli ręce, szyję, plecy ( kostur) oraz swoją szatę aby sprawdzić czy wszystko jest na swoim miejscu, przy czym kiedy macała się po szacie, zwłaszcza że plując wodą przed przekręceniem się tak by być na czworaka na pewno nieco się zamoczyła, musiał być to co najmniej hmmm bezecny na swój sposób widok.

Avatar Chevalier22
Właściciel
Kiedy Ravr zajmował się pomocą towarzyszom, Clifford kontynuował polerowanie swojego flamberga. Za każdym ruchem szmatki runiczne zaklęcie na ostrzu potężnego miecza zdawało się świecić delikatnie jaśniej. Po krótkiej chwili paladyn skończył, a następnie począł oglądać swoje ostrze z każdej strony. Może było to zwykłe polerowanie, a może uwydatnianie ów runicznego zaklęcia, a może pokrywanie ostrza jakąś substancją? Nie było to wiadome dla nikogo, prócz niego samego. Podniósł swój wzrok na Metheusa. - To nie było normalne... Blisko sześćdziesiąt lat stąpam po tym świecie, blisko trzydzieści lat żyję w Acies, a w czasie swojego pobytu w mieście odbyłem niezliczone podróże do Lochu. Jednak tak niespokojny sztorm, któremu towarzyszył krwawy księżyc... Nigdy tego nie widziałem. - Wstał, a następnie schował swój miecz do pochwy na plecach, a ściereczkę umieścił w małej torbie tuż przy pasie. Najciekawszym zjawiskiem było to, że cały rynsztunek (poza odzieżą) poszukiwaczy przygód nie przemókł... Było to bardziej niż dziwne. - Czyżby ktoś z nami pogrywał? Może sam mistrz lochu niepokoi się o swój los? - Zarechotał cicho i krótko. - Czas pokaże co i jak. - Rozejrzał się raz jeszcze po wyspie. Całe wybrzeże wysypane było złocistym, drobnym piaskiem, na którym to leżały pojedyncze muszle i kamyki. Nieco dalej, tuż przy skalnej półce, rosły niewielkie krzewy, w głównej mierze iglaste, a pod nimi rozpościerała się trawa rosnąca na mchu. W głębi wyspy, w tym na skalistych półkach, rosły umagicznione wysokie drzewa iglaste. Czekał, aż cała drużyna będzie gotowa, aby ruszyć do fortecy.

Avatar Ether
Benegar
Sprawdziłem stan swojego ekwipunku.
- Fiolki mimo wszystko powinny być zabezpieczone, ale zawsze warto jest być pewnym... - pomyślałem.

Avatar Angel_Kubixarius
- Clifford, skoro tak długo tu mieszkasz i tak liczne walki przeżyłeś w lochu to musisz wiedzieć czego możemy się spodziewać przynajmniej po pierwszym piętrze w końcu po takim czasie pewnie znasz je prawie na pamięć.

Avatar Chevalier22
Właściciel
Paladyn zwrócił wzrok w stronę kapłanki. Pomyślał chwilę nad wypowiedzią. - Nigdy nie dotarłem dalej, niż do czwartego poziomu. Straciłem wtedy swoje kryształy, jeszcze nim zdążyłem ustawić punkt powrotu. Nie znam też na pamięć wszystkich korytarzy pierwszego poziomu. One zdają się ciągle przestawiać... Albo to potężna iluzja..? Albo inne, tumaniące wszystko i wszystkich zaklęcie. Z pominięciem stworów żyjących w lochu, rzecz jasna. - Zmrużył swoje siwe oczy, oglądając się na fortecę. - Mgła jest dziś wyjątkowo spokojna...

Avatar Angel_Kubixarius
- O co chodzi z tą mgłą i jakich stworów się spodziewać na pierwszym poziomie ? Czy mają jakieś słabości ? Jak doszedleś do czwartego poziomu skoro strażnicy żyją ? Wiem, zadręczam cię pytaniami, ale po prostu nie chcę paść zbyt szybko...
Zwróciła się do tajemniczego paladyna

Avatar Rafael_Rexwent
Ravr
- Warto by się już ustawić we względnie skutecznym i wygodnym szyku, by w razie nagłego starcia nie okazało się, że budzimy się z ręką w nocniku i magami na linii ognia. - Stwierdził Ravr rozciągając sobie ramiona. Odrobina rozgrzania nigdy nie zaszkodzi, zwłaszcza że jego rola wymagała przede wszystkim precyzyjnego operowania górnymi kończynami.
- Będę szedł nieco z tyłu za ciężkozbrojnymi, by w razie czego zablokować wrogów próbujących wejść nam na plecy ale nie oczekujcie cudów. Nie jestem dedykowanym wojownikiem zdolnym przyjąć na klatę dużo obrażeń. - Uprzedził pozostałych i urwał. W pierwszej chwili chciał powiedzieć coś jeszcze ale zrezygnował. Lepiej by nie wiedzieli. Nie chciał nigdy więcej tego przeżywać, a gdyby im powiedział to kto wie czy nie zmusiliby go do tego siłą.

Avatar wiewiur500kuba
Lissandra spacerowała po plaży zbierając swój dobytek, dziękując w duchu jakimś bogom czy komuś, że jej rzeczy, prócz ubrań, nie zamokły. W pierwszej chwili owa wizja ją radowała, jednak potem trochę się przeraziła. Uczucia strachu, dodały słowa Clfforda, o tym że zdarzyło się tak pierwszy raz. Nie wiedziała co to oznacza, jednak skoro było to niespotykane, to strach wydaje się słowem najlepiej opisującym jej obecny stan. Ledwo słuchała rozmowy Ravra z Livią//czy jak się ta postać Angela nazywa//. Po zebraniu dobytku poszukała jakiejś skały, gdzie mogłaby odpocząć, co zrobiła, i obserwowała plażę i swoich towarzyszy. Nasłuchiwała również, czy ktoś się przypadkiem nie zbliża. Czekała aż wszyscy się podniosą i Clifford zadecyduje co dalej. Miała nadzieję zresztą, że ich przywódcą będzie Clifford, osoba najbardziej doświadczona w drużynie. Cieszyła się, że chociaż on został z tych bardziej doświadczonych.

Avatar maxmaxi123
Nie kontaktowała przez jakiś czas. Pamiętała tylko to, że chciała się położyć, a potem... No, była tutaj. Wstała niemrawo po krótkiej chwili bezczynnego leżenia. Potem rozejrzała się wokół. Nie zapyta się "co się stało?", bo najpewniej zrobi to inna osoba. I się nie ośmieszy i dostanie odpowiedź.

Avatar bulorwas
Kalad w końcu wstał. Nie żeby odzyskał przytomność, wróciła mu jak Clifford wstawał. Odpoczywał po prostu. Słyszał część rozmów ze swojego krótkiego dystansu, jednak większość była dla niego nie czytelna. Przez większość czasu patrzył na gwiazdy. Wstał i zrobił oględziny ekwipunku. Coś ubyło, coś przybyło?

Avatar Chevalier22
Właściciel
Na szczęście wszystkich, cały ich ekwipunek zdawał się być nietknięty przez wodę. Nawet kartki ze zleceniami u co niektórych były suche, nie było na nich widać ani śladu zmoczenia przez morską wodę. Szczególnie alchemik, ze względu na jego duży dotychczasowy asortyment, oraz wojownik-wielkolud, zważając na zakupy jakich dokonał przed wypłynięciem, mogli być spokojni. Clifford kontynuował rozmowę z kapłanką błyskawic. - To nie jest tak, że Strażnicy Rejonów ciągle sterczą w jednym miejscu. Niektórzy z nich mają co prawda swoje jamy, czy miejsca, których koniecznie muszą strzec, aczkolwiek niektórych można wcale nie spotkać. Może to i lepiej. Jednak strażnicy są bardzo wrażliwi na duże skupiska energii magicznej i duchowej, a także duże zróżnicowanie samych aur. To będzie naszym największym problemem. - Rozejrzał się raz jeszcze, jakby wypatrywał śladów, czy konturów ciała bestii lub bandytów, którzy co prawda dość rzadko rozbijali swoje obozowiska na wyspie. Zamilkł, jakby nasłuchiwał kroków ludzkich, albo odgłosów jakiegoś zwierza. Nie usłyszał, ani nie wypatrzył nic. A z racji, że miał sokoli wzrok i ponadprzeciętny słuch, a swoim zmysłom ufał wręcz niebezpiecznie, uspokoił się natychmiastowo i wrócił do odpowiadania na pytania dziewczyny. - Co do słabości stworów... Loch jest zadziwiająco różnorodny pod względem występujących w nim bestii. Każda z nich ma swoje słabości, ale i aspekty, w których jest nietykalna. Przede wszystkim chodzi tu o żywioły, ich domyślne oddanie światłu lub ciemności, to, czy są bytami fizycznymi, magicznymi czy duchowymi... Ich uzbrojenie, typ ciała, wielkość. Można wymieniać tak w nieskończoność. Przykładowo, już na pierwszym gatunku występuje kilka gatunków szlamów. Wszystkie, prócz czerwonego, są niezwykle wrażliwe na ogień. Zdawać by się mogło, że czerwony będzie zatem podatny na wodę. Otóż, podobnie jak inne, jest na nią równie niewrażliwy co jego kuzyni. Jego słabością są ataki natury, na przykład pnącza. Pech, że nie mamy w drużynie żadnego druida. Nieumarli zaś z reguły są podatni na wodę i światło, jednak lisze, od zwykłych liszów wzwyż, są kompletnie odporne na wodę i mają zwiększoną odporność na te drugie. Słabością większości jaszczurów jest magia ziemi, ale tu, znów, ogniste salamandry są na nią niewrażliwe. - Zmrużył swoje oczy ponownie milknąc na minutę, jakby się nad czymś zastanawiał. Zmarszczył czoło i brwi. - Zwykle elity mają zwiększoną obronę przeciwko większości ataków. Natomiast Strażnicy Poziomów wyposażeni są w dodatkowe akcesoria, które niewyobrażalnie zwiększają ich obronę. - Strzelił kośćmi karku, wchodząc na piąty z niezliczonej ilości schodów prowadzących do bramy Lochu. - Chodźmy, drużyno. Nie powinniśmy czekać do rana. Wtedy plaża na prawdę może najeżyć się bestiami z lochu. - Obejrzał się za siebie, podnosząc swój ton, aby jego słowa dotarły do wszystkich. Następnie kontynuował powolny marsz ku górze.

Avatar Angel_Kubixarius
Pozbierała więc resztę swoich rzeczy, w tym pamiętną nieprzemakalną kartkę i ustawiła się w bezpiecznej odległości od schodów.

Avatar wiewiur500kuba
Lissandra wstała ze swojego siedziska, już coraz mniej roztrzęsiona i jako jedna z ostatnich rozpoczęła wspinaczkę po tych schodach. Zanim jednak na nie weszła, upewniła się czy ma wszystko i zacisnęła mocniej rękę na kosturze.
Potem opisze sobie wszystko co tu spotkała w swoim notatniku.

Avatar bulorwas
- Prowadź. - Rzekł przyczepiając sobie wór do pleców. Zdjął miecz i tarczą uzbrajając się. - Zanim wejdziemy, chciałem ustrzec o mojej przypadłości. Nie słyszę dalej, niż na 10 metrów w wyniku klątwy rzuconej na mnie dawno temu. Dlatego darcie się do mnie z odległości większej niż ta, mija się z celem. Najlepiej by było, jakbyśmy byli połączeni telekinetycznie, wtedy odległość nie miała by znaczenia. Posiada ktoś taki talent?- Spytał idąc za Cliffordem.

Avatar pan_hejter
Metheus bruknął -Telekineza a Telepatia to dwie oddzielne szkoły magii. - Po czym wstał - Ja idę z tyłu. -

Avatar Ether
Benegar
- Milo, ze informujesz nas teraz, a nie na Drugim Poziomie - powiedzialem. - Ktos jeszcze chce sie z czyms ujawnic?

Avatar Rafael_Rexwent
Ravr
Na pytanie alchemika Ravr w pierwszej chwili chciał odpowiedzieć jednakże ugryzł się w język. W sensie metaforycznym oczywiście. Jeśli nie będzie za bardzo pchał się ku wrogom to nie powinno wydarzyć się cokolwiek co mogłoby skutkować nieprzyjemnymi dla niego samego skutkami. Za to przyznanie się teraz niosłoby pewnie wrogość kompanów albo wręcz przeciwnie - uznanie za kartę atutową i w krytycznym momencie wymuszenie na nim skorzystania ze swojej mocy. Jasne, balansował na krawędzi ukrywając to ale uznał to za mniejsze zło.
Jednakże zaciekawiła go pewna rzecz więc zbliżył się ku Cliffordowi by ten go usłyszał, a gdy w końcu skrócił dystans zapytał paladyna.
- Słyszał bądź widział pan przeklętego jaszczurzego włócznika? - Spojrzał się prosto w twarz starszego już mężczyzny (chyba że ten nie zechce zwrócić się do Ravra facjatą) licząc na treściwą odpowiedź. Wiedza mogła mu się przydać w ewentualnym starciu, bo nadal nie zapominał co obiecał karczmarzowi.

Avatar maxmaxi123
Kiedy tylko zobaczyła, że reszta zmierza ku lochowi, sama ruszyła za nimi, trzymając się nieco z tyłu. Miała nadzieję, że chociaż u części z nich mroczna aura nie będzie aż tak mocno przesądzać o ich naturze, jak to było w przypadku trójki "zaginionych"...

Avatar Chevalier22
Właściciel
Paladyn w jasnej, srebrnej zbroi z dwuręcznym mieczem o płomienistym ostrzu prowadził całą drużynę ku wejściu do miejsca, w którym spotkają się z przeznaczeniem. Schody były łagodne i piekielnie długie. Wchodząc na coraz to wyższe stopnie i powoli zarysowywały się szczyty drzew rosnących na potężnym, skalnym szczycie, na którym to umiejscowiona była Niska Forteca. Od Wysokiej Fortecy oddzielona była potężną, gęstą puszczą ciągnącą się od wybrzeża od przeciwnej strony wyspy i przebiegająca przez całą ją szerokość. Dwie oddalone od siebie potężne skały łączył kamienny, masywny, solidny most, pod którym drużyna zrobiła już dwa przejścia. Droga dłużyła się. - Obawiam się, że brakuje w naszej drużynie telepaty. - Clifford odpowiedział krótko Kaladowi. Dolegliwość olbrzyma będzie dla niego bardzo uciążliwa w lochu pełnym nieprzyjemnych niespodzianek i nieprzyjaźnie nastawionej flory, fauny i elementów nieożywionych. Kiedy Ravr podszedł do niego bliżej, prowadząc z nim teraz orszak kilku poszukiwaczy przygód, ten natychmiast odwrócił do niego głowę, jednak ciągle uważał na stopnie, po których stąpał. - Jaszczurzy włócznik? Wybacz, nigdy go nie spotkałem. Możliwe, że znajduje się aż za Czwartym Poziomem. Możliwe też, że znajduje się gdzieś bliżej, ale ciężko go spotkać. Jednak chodzą wieści, że na Pierwszym Poziomie można spotkać nagi... Może to nagowie? Może to o nich chodzi? - Siwe, mądre lecz smutne oczy mężczyzny jasno dawały swoim spojrzeniem znać, że nic nie wiedział. - Ale pomogę ci go znaleźć. Jesteśmy drużyną. - Znów patrzył przed siebie. Minęło nieco czasu, nim ocknęli się na wybrzeżu. Zdążyli już kompletnie wyschnąć, choć księżyc nie zmienił znacząco swego położenia. Drużyna znajdowała się niemalże na szczycie niższej skały. Wejście do Niskiej Fortecy stanowiła potężna, żelazna brama zdobiona licznymi płaskorzeźbami odlanymi z czarnej stali. Znajdowały się na nich głowy bestii - mantykora, gryf, królewska wiwerna, lądowy rekin, feniks. Łbów bestyj było co nie miara, a oddzielone były kolczastymi pnączami, które kończyły się wieńcem róż na samym szczycie pięciometrowej bramy. Wieniec otaczał zaś ognistą aureolę, z której to odchodziły trzy pary skrzydeł. Po bokach wejścia znajdował się cały rząd dziesięciu par różnych sylwetek wojowników. Każdy z nich był uzbrojony inaczej. Lekkozbrojny barbarzyńca z potężnym toporem, paladyn światła z mieczem półtorakiem i tarczą, włócznik w lekkim pancerzu z długim oszczepem, ciężkozbrojny berserk z dwoma wielkimi tasakami... Każdy z nich jednak dźwigał zapalone znicze, podobnie jak figury na dole. Przygniatani przez ciężar zniczy, wykonanych z ciemnej stali, klęcząc bądź uginając się na swych nogach na wysokich, rzeźbionych podestach z tegoż materiału, zdawali się kłaniać zmierzającym w stronę bramy poszukiwaczom przygód. Drużyna zatrzymała się kilka metrów przed głównym wejściem do Niskiej Fortecy. - Jak powiedział Ravr, powinniśmy się ustawić. Niech każdy z was dobierze sobie najdogodniejszą pozycję w formacji. W takim ułożeniu będziemy przemierzać cały loch. - Odwrócił się do reszty drużyny, patrząc na nich wszystkich. Za chwilę wszyscy przekroczą próg owianej złą sławą Fortecy Insuales...

Avatar pan_hejter
Metheus odezwał się. - Pójde na same tyły, kapłanka pójdzie ze mną. - Wskazał na Livię - W razie ataku od tyłu mamy jakieś szansę na krótką obronę, a przy okazji nie będziemy włazić w drogę leczącym którzy będą bardziej skupieni na przodzie. Niź na raczej odległościowych magach. Olbrzym z Paladynem tak jak chcieli niech wezmą pierwszy rząd - Nie wspominał, iż wolał obserwować plecy kogoś o diabelskiej aurze niż mieć go za plecami. Zwrócił się do Oszczepnika - Poeta niech się ustawi gdzie mu pasuje, nie wyglądasz mi ma twardziela pokroju tamtej dwójki. Jakieś obiekcje, sprzeciwy? -

Avatar Angel_Kubixarius
-To brzmi jak dobry pomysł magu, acz wydaje mi się że bardziej zdolnym do obrony będzie własnie nasz pan poeta, który to ma jakikolwiek pancerz, niż ja w samych szatach. proponuję aby on obstawił najbardziej wysunięty tył i pilnował naszej drogi powrotu, a my bylibyśmy wtedy tak jakby drugą linią obrony tyłu lub też ewentualnie wsparciem atakami dystansowymi względem za równo jednego, jak i drugiego frontu. Tak będzie bezpieczniej i pod względem taktycznym lepiej.

Avatar pan_hejter
Wzruszył ramionami - Wadą jest to, że o ile zwiększymy potencjał defensywny, to włócznik może się marnować na tyle zmniejszając walor ofensywny. A zakładając, że idziemy tu zabijać a nie być zabijani, inwestowanie w ten drugi wydaje się bardziej logiczne. Chociaż nikogo do niczego nie zmuszę.

Avatar wiewiur500kuba
Lissandra widząc, że wszyscy wokoło doskonale wiedzą gdzie chcą pójść i co robić czuła się... Dziwnie. Nigdy nie pracowała w drużynie, brak jej więc jakichkolwiek zmysłów, które jakoś mogłyby jej pomóc. Jednak, na szczęście otaczają ją osoby obeznane w tym temacie, co zresztą może wykorzystać.
- Emmm... - Zaczęła nieśmiało dziewczyna - gdzie ja bym mogła się ustawić? - Zadała pytanie. Według niej idealnie pasowała by w środku, jednak ktoś mógłby mieć odmienne zdanie, kierowany doświadczeniem. Nie chciała decydować sama i wolałaby, by ktoś upewnił ją, że dobrze myśli.

Avatar Ether
Benegar
Stanąłem z tyłu, tak, aby za mną znalazł się jeszcze mały mag i ktoś, kogo tam sobie dobierze. Wolałem nie narażać się niepotrzebnie na atak, lecz mimo wszystko poprawiłem pozycję noża na pasie.

Avatar Angel_Kubixarius
spojrzała na przywoływaczkę
- Ty kochaniutka ustań sobie gdzieś w środku obok naszego głównego lekarza w drużynie i w razie czego jakby nie daj matko naturo coś się prześlizgnęło z którejś strony, używaj swoich mocy by chronić naszej kapłanki głównie leczniczej, my obstawiamy tył, oni przód. W razie czego nasza trójka dokłada ofensywy do was jeśli nie jesteśmy otoczeni.
Spojrzała później an Ravra
- Co ty na to przyjacielu ?

Avatar bulorwas
Stanął z przodu nie zwracając uwagi na ich przepychanki. Znając życie, szyk padnie i zostaną pary. Ci walczący wręcz będą mieli najdogodniejszą pozycję, nie ważne z kim się dobiorą... Najgorzej będą mieli dwaj medycy otoczeni przez wrogów. Cóż... Da z siebie wszystko i nie pozwoli nikomu umrzeć. Nawet za cenę własnego życia. Tak powinni działać Obrońcy.

Avatar maxmaxi123
Nie mając żadnego pojęcia o taktyce, jak i też nie znając dokładnych możliwości drużyny, ustawiła się w środku, tam gdzie jej kazano. Może i sami nie wiedzą o sobie więcej, ale na pewno w sztuce wojennje sa bardziej doświadczeni od niej.

Avatar wiewiur500kuba
Lissandra poinstruowaną przez Livię i nie słysząc żadnych sprzeciwów reszty członków drużyny, ustawiła się we wskazanym miejscu, nie chcąc sprawiać kłopotów. Jedyne co zrobiła, to rzuciła ciepły uśmiech w kierunku ich uzdrowicielki i czekała na dalsze rozkazy.

Avatar pan_hejter
Metheus ustawił się z tyłu, czekając aż wszyscy się zbiorą, by wyruszyć do lochów.

Avatar Rafael_Rexwent
Ravr
Słuchał rozważań, sugestii, gdybań i zamiarów pozostałych stojąc cicho i rozważając potencjalnie skutecznie rozłożenie. Oczywiście nietrudno było zauważyć, że stan drużyny był jaki był, a liczba ciężkozbrojnych wystarczała tylko do skutecznej ochrony frontu pozostawiając skrzydła i tył formacji wrażliwy na uderzenie wroga. Jednakże po to on tutaj był.
Zamysł Kapłanki Błyskawic sprawiał wrażenie całkiem niezłego jednakże nie brał pod uwagę jednego - drużyna nie miała żadnego skutecznego wsparcia dystansowego skupionego na pociskach oprócz niego. Także ustawienie się go na tyłach mogłoby jak stwierdził mag telekinezy "marnować go i zmniejszać walor ofensywny". Ale to jeszcze pół biedy. Znacznie gorsza była pewna złowroga możliwość na której myśl włócznikowi aż przeszła po plecach gęsia skórka. Gdyby do tego doszło... Nie miałby wtedy właściwie po co żyć dalej. Zostałby mordercą, zdrajcą zabijającym bez ostrzeżenia.
- Przykro mi, że nie zgodzę się z twoją opinią, ale im więcej osób oprócz ciężkozbrojnych będę miał za plecami tym pewniej będę się czuł. - Zwrócił się do kobiety lekko się uśmiechając, żeby nie pomyślała że robi to ze złośliwości albo czegoś tego pokroju.
- Będę się przemieszczał pomiędzy naszymi wojownikami z pierwszej linii, a wami. - Tutaj ujął już swe słowa ogólnie kierując je ku członkom drużyny władającym głównie magią. - W razie czego będę mógł w takim ustawieniu zareagować w przypadku ataku ze wszystkich stron.
- I jeszcze coś. - Ravr popatrzył wokół jakby wypatrując niebezpieczeństwa, a na koniec wymownie uniósł wzrok ku górze. - Obserwujcie sklepienie. Możecie dostrzec wroga gdy ja oraz pozostali walczący w zwarciu będą skupieni na przyglądaniu się wszystkiemu z przodu oraz na flankach.

Avatar Chevalier22
Właściciel
- Nie ma już odwrotu. Kompania, zaraz wejdziemy do lochu. - Odwrócił się plecami do reszty, stając frontem do potężnej, zdobionej bramy. Tył oraz boki fortecy, a także widoczną bardziej w głębi Wyższą Fortecę, wraz z fragmentem mostu, okalała śnieżnobiała, mleczna mgła. Kiedy Clifford wypowiedział swoje słowa, mgła zdawała się nasilać, a ci, którzy wyczuwali energię magiczną, poczuli też nagłe, krótkotrwałe, lecz potężne wyładowanie trwające na ułamek sekundy, pochodzące właśnie od strony mostu. - Otwórz się, bramo! - Paladyn zakrzyknął z całego gardła w stronę bramy, jak jakiś bohater baśni z południa. Mimo wszystko - jego głos zdawał się być głuchy, jakby mgła całkowicie tłumiła echo. Wtem wszystkie znicze zapłonęły ciemniejszym, szkarłatnym ogniem, a czubek płomienia podniósł się wysoko. Brama zabłysnęła, zamigotała jasnym światłem, a następnie powoli otworzyła się, ukazując wewnątrz długi, wąski korytarz. - Idziemy. - I Clifford wprowadził drużynę do Fortecy na Insulaes...

Ci członkowie drużyny, którzy przed wyruszeniem do Acies bardziej zagłębili się w temat Insulaes dostrzegli wewnątrz to, czego mogli się spodziewać. W wejściu zawitał ciemny, kamienny korytarz. Na ziemi leżał długi, nadzwyczaj zadbany jedwabny dywan w kolorze czerwieni. Ściany podparte były nie tylko kanciastymi skrzyniami, beczkami i pojedynczymi deskami, ale i komodami, szafami, stojakami na zbroje i broń. Na ścianach wisiały zaś istne dzieła sztuki malarskiej oraz rzemieślniczej, od których biła piekielna energia... - Starajcie się niczego nie dotykać. Tutejsze monstra nie lubią, kiedy ktoś kładzie ręce na ich własności. - Po krótkiej chwili korytarz rozgałęził się. Droga prowadziła prosto, w lewo i w prawo. - Spokojnie, to puste korytarze. Poprowadzę nas ku pierwszemu pomieszczeniu... - Clifford pokierował drużynę prosto, następnie w lewo, później znów w lewo, w prawo i w prawo, aż stanęli przed pierwszymi drzwiami. Drewniane wrota obite żelazem na żelaznych zawiasach. Clifford nasłuchiwał przez kilka sekund, a po chwili wprowadził całą drużynę. Pomieszczenie było dość duże i zdawało się być opustoszałe. Jak cały korytarz, było z lekka oświetlone pochodniami i kilkoma świecami stojącymi samotnie, w świecznikach lub w wiekowych żyrandolach. Pod ścianami stały oczywiście meble i elementy dekoracji. To, co rzucało się w oczy to dwa stoły obstawione ze wszystkich stron krzesłami. Były one wykonane z dębu. Pomieszczenie miało również dwie wnęki. W nich to rozłożone były dywany, a w każdej wnęce znajdowały się dwie skrzynie. Magowie nie mogli wyczuć żadnej obecności, zaś instynkty wojowników nie kazały im zachowywać szczególnej ostrożności. Co zatem zrobi drużyna herosów? Powinni trzymać się razem, to pewne. Mogą zatem przeszukać szafki, stoły, czy te cztery tajemnicze kufry, ustawione w parach po przeciwnych stronach pomieszczenia...

Avatar bulorwas
-Skrzynie to pewnie Mimiki, otworzysz i uwali ci łapę. Najlepiej niech przed otwarciem dystansowi w nie strzelą, gdy walczący wręcz przygotują się na atak. Jak nie to, to pewnie pod dywanem jest zapadnia, albo w kufrach są zapalniki do bomb, by wysadzić śmiałków. Stół... Nie mam zupełnie pomysłu, ale lepiej nie siadać na tych krzesłach. - Streścił swoje obserwacje, rozglądając się w okół. - Clifford, mówiłeś, żebyśmy niczego nie dotykali w tamtych komnatach, bo potwory nie lubią złodziei, a potem dodałeś, że są puste. Czyli, gdybyśmy liczyli tylko na szybki łup, zabranie wszystkiego stamtąd nie byłaby niebezpieczna, o ile nie zamierzalibyśmy iść głębiej kiedykolwiek. Chyba, że wrota się za nami zamknęły, wtedy nie będzie za ciekawie. Ogólnie, wiesz czego powinniśmy się tu spodziewać?- Zapytał ciągle uważnie lustrując pomieszczenie i powoli idąc do przodu, w każdym momencie gotowy cofnąć nogę.

Avatar wiewiur500kuba
Lissanra w pierwszej kolejności starała się zapamiętać drogę, którą prowadził ją Clifford. Może kiedyś ta wiedza się przyda? Oczywiście, po drodze okazywała swój zachwyt pięknym, dla niej, wnętrzem. Gdyby nie ostrzeżenie Clifforda z pewnością zbadałaby dogłębniej kilka rzeczy. Łatwo jednak przyszło jej powstrzymanie się przed tym, trochę już chyba przyzwyczaiła się do nowego, dla niej, świata. Po wejściu do pomieszczenia, nie opuszczała formacji i mimo tego, że nic nie wyczuła, wciąż pozostawała czujna. W końcu, przeciwnicy zamieszkujący tę wyspę, mogą w jakiś sposób ukrywać swą obecność i aury. Nigdy nie opuszczała wieży, nigdy nie przeżyła żadnej przygody, a mimo to jest bardzo podejrzliwa. To chyba bardzo dobrze, prawda?

Avatar pan_hejter
Metheus westchnął - Ehhh pieprzycie się nie potrzebnie - Użył czaru telekinezy by podnieść pierwsze lepsze krzesło i rzucić nim prosto w skrzynie sprawdzając czy to mimik. Jeżeli brakowało reakcji uderzył krzesłem o każdą ze skrzyń.

Avatar Ether
Jednym ruchem poderwalem kusze I polozylem belt na rowku. Na uzycie jakiejkolwiek mikstury nice starczyloby mi czasu. Stalem w gotowosci I oczekiwalem na cokolwiek co sie wydarzy.

Avatar maxmaxi123
Ciekawe.. miejsce. Musiała przyznać, że po lochu spodziewała się czegoś innego. Wtem nagle, jeden z członków wyprawy postanowił naruszyć tę ciszę poprzez rzucanie krzesłem. Rozejrzał się w przestrachu, mocniej ściskając berło. Oby to dźwięki nie obudziły, bądź nie przyciągnęły uwagi czegoś groźnego...

Avatar Rafael_Rexwent
Ravr
- Stój! - Stanowczo odezwał się twardym tonem do maga telekinezy jednocześnie obserwując czy się zatrzyma. Jeśli nie to pozostaje mu tylko szybki rzut wytworzonym na szybko pociskiem (najlepiej jak najmniej finezyjnym w manie) aby zniszczyć krzesło w locie. Co prawda wytworzy to hałas ale to lepsze rozwiązanie niż rzucanie meblem po skrzyniach. Niezależnie czy mag telekinezy się wstrzyma czy dojdzie do próby zestrzelenia krzesła Ravr musi coś powiedzieć bo najwyraźniej reszta nie umie dostrzec tak prostej rzeczy.
- Nie jesteśmy tutaj pierwsi. Czy naprawdę myślicie że skoro minimum jedna osoba zna tutaj drogę to te skrzynie każdy omijał?

Avatar Chevalier22
Właściciel
Metheus:

15/15 PE
180/185 PM

Ravr:

50/50 PE
147/150 PM

Clifford w tym samym czasie przeszukiwał wzrokiem półki i regały w lochu. Stare, pokryte pajęczynami meble wykonane ze szlachetnej odmiany drewna na pierwszy rzut oka były puste. Mogły zdawać się drużynie puste z racji na panujący wszędzie wokół półmrok. - Co my tu mamy... - Już na pierwszej półce znalazł kilka złotych monet, które sprawnym ruchem ręki zgarnął i wrzucił do sakwy. - Spokojnie, wystarczy rozwaga. I umiar, umiar przede wszystkim. - Kontynuował zgarnianie złotych krążków z regałów, aż w końcu regały stały się prawdziwie puste. Została kwestia skrzyń... Obrócił się, widząc lecące krzesło, przeszyte w locie przez Ravra. Trafione cienką, ale potężną włócznią energii zostało podzielone na kilka części w dość brutalny sposób. Odłamki upadły na ziemię, robiąc trochę hałasu. Było to nieuniknione... Jeden z kufrów wyskoczył wnet podnosząc swe wieko, ukazując trzy rzędy ostrych, zżółkłych kłów i długi, czerwony jęzor. Kiedy Clifford nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, znajdując się o kilka metrów dalej od reszty drużyny, a Kalad powolnym krokiem kierował się do przodu, Kufer zaatakował pierwszą osobę na przedzie grupy. Odległość z kilku metrów przy jednym skoku diabelskiego mimika skróciła się do około dwóch metrów, a kufer szykował się do kolejnego skoku... Ravr miał za sobą całą resztę drużyny. Clifford nie zdążyłby zareagować na to, jednak zdążyłby zareagować na ich następne zmartwienie. Hałas upadających fragmentów drewna zwabił tu czterech nieumarłych wojowników - szkielety. Jeden uzbrojony w lekki pancerz bez nagolenników i z odkrytymi całymi ramionami, dzierżący bojowy topór, drugi odziany w lekki pełny pancerz płytowy, ale bez hełmu, dzierżący miecz dwuręczny typu claymore, natomiast trzeci jedynie ze skórzanymi butami i kolczym napierśnikiem, dzierżący w swych dłoniach łuk. Dwójka szkieletów ruszyła na Kalada, jednak Clifford prędko zdołał stawić się obok niego, już w pozycji defensywnej. Ten z toporem zmierzał ku Kaladowi, ten z claymore do tego dzierżącego flamberg. Wprawne oko dostrzegło zaś, że szkielet celuje w maga, który obecnie musiał uporać się z mimikiem... Na domiar złego, niektóre obrazy w pomieszczeniu zaczęły się ruszać, a zza waszych pleców, przez niedomknięte drzwi, którymi weszliście, dobiegały kroki czegoś ciężkiego... Co robicie?

Avatar Angel_Kubixarius
- Ciekawe, Kości z tego co kojarzę przewodzą prąd poprzez szpiki kostne, a pancerz tylko pomoże. Zajmijcie się łucznikiem.
Powiedziała po czym użyła łańcucha błyskawic na opancerzonych ciężej niż łucznik truposzach, jednocześnie po tym chwytając swój kostur i nastawiając się tak, aby nadziać skaczącego mimika na dwa 'rogi' swojej broni.

Avatar bulorwas
Wziął na swą tarczę atak wroga, jednak ostrze Kalada chybiło dość znacznie od celu. Ustawił się w pozycji defensywnej czekając na kolejny cios morderczej kupy kości. -Nie dajcie się ponieść panice! Atakujcie mimika w kilka osób, a reszta niech pilnuje tyłów i wspiera walczących! - Rzucił krótki rozkaz. Nikt nie dał mu prawa rządzić, ale na polu walki, lepszy samozwaniec, niż żaden dowódca.

Avatar Rafael_Rexwent
Ravr
Los jak to los miał w dupie, że Ravr pragnął jak najdłużej unikać bezpośredniego starcia i rzucił mu prosto przed twarzy wroga jaki dosłownie nie gryzie tylko połyka w całości. Bo jak inaczej można nazwać mimika zdolnego jednym chapnięciem zeżreć połowę ciebie bez żadnego wysiłku?
Czasu było mało, cholernie mało. Do tego obecna sytuacja wytworzyła dla maga śmiertelne niebezpieczeństwo z dwóch stron. Jednakże on całkowicie odrzucił ryzyko bycia postrzelonym przez szkieleta. Musiał skupić się wyłącznie na jednym wrogu, bo gdyby próbował podzielić swoją uwagę zginąłby niechybnie. Tak to nadal ma jakieś szanse na przeżycie. Co wcale nie oznacza, że są one wysokie. Mobilność wroga czyniło próbę wyciągnięcia włóczni bardzo ryzykowną - ułamek sekundy spóźnienia i zginie pocięty przez złowrogie szczęki. Musiał zaryzykować użyciem innej sztuczki.
Ravr skupił się by wytworzyć magiczną włócznię energii nie w formie miotanego oszczepu ale trzymanej broni. Nie musi być zbyt trwała czasowo, ważne by pojawiła się w momencie zbliżenia się mimika na odpowiednią odległość i była chociaż na ułamek sekundy by zdążyć zadać mu obrażenia.

Avatar Ether
Benegar
W nagłym poruszeniu, które powstało pod wpływem hałasu, dalej stałem z kuszą wycelowaną w stronę skrzyni, lecz gdy doszedł mnie dzwięk nadchodzących szkieletów, musiałem jak najszybciej ocenić zagrożenie. Zdecydowałem się na strzał z kuszy w czaszkę szkieleta-łucznika.

Avatar wiewiur500kuba
Lissandra zaczęła panikować, widząc że może stracić członka drużyny już na samym starcie. Natychmiast chciała iść mu z pomocą, przyzywając jakąś tarczę, lub coś podobnego... Niestety, abo stety, ubiegła ją w tym Livia, która pomogła zarówno Kalidowi, Cliffordowi jak i Ravrowi. A zresztą, próbowała pomóc. Następnie, do uszu Lissandry dotarły rozkazy Kalida, by ktoś pilnował tyłów. Widząc, jak wielu członków drużyny angażuje się w walkę na przodzie, postanowiła przyzwać coś, co osłoni im tyły. Do wyboru miała wiele stworzeń, ze swojego bogatego wachlarza.
Lissandra zdecydowała się na coś człowiekowatego. Szkielet, lecz wyróżniający się od pozostałych większą wytrzymałością, ponieważ ma on być pokryty grubymi, zielonymi korzeniami, które z jego palców będą odstawały niczym szpony. Korzenie mają pokrywać wszystko, prócz czaszki stwora. Sama bestia ma natomiast stać w miejscu i czekać na konfrontację z ewentualnym oponentem. Jego wzrost miał wynosić około dwa i pół metra. Przelała magię w swoje wyobrażenie, zaciskając mocniej dłoń na kosturze.

Avatar maxmaxi123
Ariena (popraw ktoś, jak przekręciłem imię) również musiała reagować szybko. Wszystko działo się tak szybko... Jednak dojrzała dla siebie okazję - ich oszczepnik mógł zostać postrzelony przez łucznika. Sam zaś zbył to zagrożenie, skupiając się głównie na zaatakowaniu przeciwnika przed nim.
Postanowiła więc stworzyć prostokątną płaską tarczę, mniej więcej wielkości ciała mężczyzny. Miała ona uchronić go przed samym pociskiem, czyli dokładniej przed obrażeniami fizycznymi. Znajdować się miała nieco daleko od oszczepnika, tak aby nie krępować mu ruchów, ale i też aby spełniła swój cel. Wytrzymałością by nie grzeszyła - ochrona na jeden strzał, ale na pewno tyle starczy, aby ktoś zwrócił uwagę i zaczął działać. Zaraz potem zaczęła czarować mając nadzieję, że jej magia jej nie zawiedzie.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Chevalier22
Właściciel: Chevalier22
Grupa posiada 507 postów, 7 tematów i 18 członków

Opcje grupy Acies [PBF] ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Acies [PBF] [Przerwane]